niedziela, 23 listopada 2014
Jaki kolor kapitałki?

Zupełnie nie wiem, czemu mi się wydawało, że jak odejdę z etatu to odpocznę. Albo się wyśpię. Drugi miesiąc frilansowania, a ja póki co mam wrażenie, że robota się mnoży a mnoży (z mokrych liści, jak to jesienią).

Nie żebym narzekała, ale bawi mnie ta złośliwość życia, które za wszelką cenę chce pokazać, że nie ma się co starać robić cokolwiek po swojemu. No bo tak - jak kilka lat temu aż piszczałam za jakimkolwiek zajęciem, to jego nie było. Im bardziej pytałam, wysyłałam te aplikacje, prosiłam, to tym bardziej go nie było. A teraz - oczywiście - gdy chciałam chociaż chwilę odpocząć po traumach ostatnich miesięcy w poprzedniej pracy, zleceń jest więcej, niż jestem w stanie obrobić, a im bardziej pokazuję, że w zasadzie to mi nie zależy, tym bardziej one się pchają.

I bardzo dobrze w sumie, ale od tego wszystkiego strasznie che mi się spać. Zamiast więc korzystać z nowego domu i bliskości morza, spędzam upojne weekendy pod kocem. I kupuję dzikie ilości książek (Allegro powinno wywiesić moje zdjęcie na tablicy "Najlepsi klienci"). Ciekawe, kiedy skończy się miejsce na nowych regałach?


P.S. Czytam Clarksona piątego i wspomnienia niejakiego Jana Dąbrowskiego (zdobycz z Allegro), który - zaskoczony wojną na obczyźnie - postanowił "wykorzystać sytuację" i poznać lepiej tę obczyznę. Czyli Anglików dziwne obyczaje codzienne. Czyta się jak po maśle, chociaż na przykład relacja z bombardowania Coventry do wesołych nie należy. 


P.S.2. W Anglii skrzynki pocztowe noszą inicjały władcy, za czasów którego je stawiano. Tu: Oksford, Anglia, zdjęcie z września tego roku. Dla mnie to urocze jest.



00:46, piarella
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 listopada 2014
Tajne / poufne

Wywołana do odpowiedzi z ulicy Sosnowej 11 odpowiadam. Odsłaniam przed wami moje największe i najpilniej strzeżone tajemnice - to chyba oczywiste, że jeśli to przeczytacie, będę musiała was zastrzelić. Miłej lektury zatem!

1. Co pisałaś, zanim zaczęłaś pisać bloga?

Zawsze pisałam bloga. W postaci zeszytów, w myślach, palcem w powietrzu. I zawsze pisałam tak, jakby ktoś miał to kiedyś przeczytać.


2. Czy Twoja rodzina wie, że blogujesz? Co o tym myślą?

Czasami nawet tu zaglądają. Niektóre rzeczy chyba nawet im się podobają.

3. Jestem beznadziejnym fotografem. Daj mi jedną, najważniejszą rade dotyczącą robienia zdjęć.

Jeśli lubisz robić zdjęcia, to jakie to ma znaczenie, czy robisz to dobrze czy nie? Ja robię kiepskie ale i tak mam z tego frajdę - rób tak samo. :)


4. Masz dzień tylko dla siebie. Jak go spędzisz?

Ja, książka, miękka kanapa. Ewentualnie ja, książka, wielkie łózko. Rzadko ja, książka, plaża (ale tylko poza sezonem).


5. Jeśli masz wybór, wolisz kupić, czy zrobić?

Zrobić. Obiad, skrzynkę z kwiatami na balkon, prezent dla kogoś bliskiego. Kupić buty, sprzęt AGD, wino.


6. Czy masz jakieś ulubione sprawdzone danie, które serwujesz gościom?

Mnóstwo. Kurczaki pieczone z warzywami, duszona wołowina z kluskami śląskimi, spaghetti, makaron nadziewany, pieczone warzywa (ziemniaki, marchewka, dynia, brukiew, bataty), eton mess, irish cream tiramisu.... mogłabym wymieniać i wymieniać. Lubię gotować i lubię robić to dla innych.


7. Do twojej torebki wejdą tylko 3 rzeczy. Co to będzie?

Dokumenty, karta bankowa, chusteczki.


8. Nad morze, czy w góry?

Kiedyś myślałam, że morze i tylko morze, ostatnio ciągnie mnie w góry, ale tylko turystycznie. 


9. Dom, czy mieszkanie?

Kiedyś tylko mieszkanie, teraz, coraz częściej dom z dużym, zarośniętym ogrodem, stadem psów i kotów i kominkiem.


10. W jaki sposób najchętniej się przemieszczasz?

Jako patentowany leń na czterech kółkach.

11. Dopiero po latach zrozumiałaś, że...?

Że w życiu to najfajniej jest się wyluzować i pewne rzeczy odpuścić. Polecam. 

 

A teraz drogi czytelniku...


13:57, piarella
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 listopada 2014
Długi weekend i po długim weekendzie

A ja mogłabym tak co tydzień. Wystarczyłoby mi nawet, gdyby wolne były tylko poniedziałki.

Ale co się naodpoczywało to moje. Czytam tego nowego Clarksona, przegryzam się przez niego powoli i jest dobrze. Są takie serie książkowe i tacy pisarze, którym wiele wybaczę, nawet spadek formy i nudzenie i Clarkson - z niejasnych nawet dla mnie przyczyn - do nich należy. A zatem czytam po dwa-trzy felietony przed snem i do śniadania i podoba mi się. Polecam, byle nie lecieć ciurkiem, w końcu to teksty gazetowe są.

A poza tym co? Praca, dom, praca, dom - cieszymy się tym nowym domem, ja w końcu ozdrowiałam na tyle, by radośnie nabałaganić, bo taka laboratoryjna czystość i elegancja to nie dla mnie, dziwnie się czułam przez pierwsze tygodnie po przeprowadzce. A teraz jest już ok.

No i planujemy urlopy na przyszły rok (w tym to już raczej chyba nie), szczególnie, że tegoroczny Londyn trochę tak przez mgłę pamiętam. Przez mgłę rozwijającego się zapalenia płuc, a nie taki opar. Pamiętam lisa, który witał nas pierwszego dnia przed domem i wiewiórki, które jakoś wyjątkowo obżarte były w tym roku i nie chciały od nas orzechów. No i układ leków na kaszel w Bootsie, to akurat pamiętam bardzo dobrze, bo bywałam tam częstym gościem.

A poza tym tradycyjnie mam ochotę na jeszcze.

 

P.S. A w tym roku, wracając z Anglii, zahaczyliśmy o Tajlandię. Tak jakoś po drodze nam wypadło, o, proszę:


sobota, 08 listopada 2014
O tym, że nie wychodzi mi pisanie tematyczne

Nie potrafię i już. Próbowałam raz, o żarciu, które przecież bardzo lubię. Próbowałam drugi raz, o piciu herbaty u Elki Drugiej. Też nie wyszło, straciłam wenę po tygodniu.Więc wracam, mimo że Blox wkurza mnie jeszcze bardziej. Nie wiem, na ile starczy mi sił i pomysłów, ale ostatnio - co może wiąże się ze zmianą pracy, przejściem na wolnostrzelectwo i odetchnięciem od różnych takich - mam potrzebę pisania. O wszystkim. O nowym mieszkaniu, o nowych książkach, filmach, o upierdliwym elektryku. O głupotach.

Jak ktoś ma ochotę czytać o głupotkach codziennych, zapraszam. A jak nie, to nie zapraszam.

20:47, piarella
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 maja 2014
Puma pod leżakiem...

... czyli po co komu urlop. 


Otóż urlop potrzebny jest po to by się urwać. Z kieratu, z łańcucha codzienności i takich tam. Nie potrafimy wypocząć siedząc w domu (w okolicy też nie bardzo) i dlatego ostatni tydzień spędziliśmy: leżąc na leżaku i czytając, siedząc na werandzie i czytając, jedząc śniadania w ogrodzie oraz ciesząc się falą afrykańskich upałów w maju. Na wsi jak to na wsi, trzy psy, dwa koty, stadko krów, wieczorne koncerty żab w pobliskim stawie, poranne jakichś dwóch tysięcy gatunków ptaków - szaro jeszcze było jak mnie budziły - i błogie lenistwo. Poza tym to zrealizowałam marzenie z czasów dzieciństwa - prysznic pod gołym niebem i to nie z deszczu a w zaimprowizowanej łaźni ogrodowej (po prawej łąka, po lewej ogród, ławeczka, drinki - tak to można się kąpać). Z urlopu przywieźliśmy wiejskie jaja (bałam się, że się w bagażniku zrobią gotowane na miękko, ale jakoś przetrwały podróż), buty czerwone damskie sztuk dwa, nóż do pomidorów i opaleniznę iście lipcową. Nauczyliśmy się (ja) robić chłodnik z pokrzyw i (ranczer) cywilizowaną kawę, z kapką koniaku. A na koniec pożarły nas meszki.

Puma to oczywiście labrador. Czarny oczywiście.

19:41, piarella
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 148
stat4u