piątek, 12 grudnia 2014
O nocach bezsennych i owcach indywidualistkach

Dlaczego liczy się akurat owce? Zawsze mnie to ciekawiło, czemu nie, no nie wiem, krowy albo przelatujące nad głową wróble? I czemu te owce muszą skakać przez płot? Czy wymyślił to jakiś starożytny psycholog, który doszedł do wniosku, że właśnie taka kombinacja, owca plus płot, daje najlepsze efekty? Ktoś to badał?

Liczę namiętnie te owce odkąd pamiętam, niestety wyobraźnia zawsze płata mi figle i owce albo nie chcą skakać, albo skaczą w tę i z powrotem myląc mi rachunek, albo idą sobie gdzieś... może przerzucę się na coś bardziej statycznego, jakieś meduzy powoli unoszące się na falach oceanu. Póki co liczę niekupione prezenty, płatki śniegu, które nie spadły (a mogłyby, akurat właśnie w grudniu) i powody, dla których chciałabym wygrać w totolotka. Jednym z nich jest chęć kupienia małego domku, z małym ogródkiem i kilkoma psami w tym ogródku. Niekoniecznie małymi. Bardzo mi brakuje mokrych nosów w życiu. 

Czy tylko ja mam problem z ogarnięciem prezentów i czasem, który gdzieś przecieka? I z owcami?

 


23:03, piarella
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 grudnia 2014
O terapeutycznej mocy wieszania obrazów (młotkiem)

Kolejne obrazy powieszone, w sypialni nareszcie zanika echo. To wieszanie bardzo dobrze robi, nie wiem, może chodzi o używanie młotka, a może o to radosne walenie w ścianę, ale powiesiłam i od razu mi lepiej. Polecam.

A terapia młotkiem była mi potrzebna przez pogodę. Jest taki moment, późnym latem, że zaczynam myśleć o zimie. Jak to pięknie jest ze śniegiem i w ogóle. Z chwilą nadejścia pierwszych mrozów wraca mi zdrowy rozsądek i dochodzę do wniosku, że latem chyba musiało mi trochę odbić. A w chwili, gdy wychodzę przed dom i widzę samochód zakopany w śniegu i zamarznięte szyby czekające na skrobanie przypominam sobie, dlaczego kiedyś chciałam być drobiem domowym.

W związku z tym nowe mieszkanie ma szansę do marca przekształcić się w coś pomiędzy galerią sztuki a sklepikiem z pamiątkami. Jak skończą się obrazy, zacznę wieszać na ścianach cokolwiek innego, co pozwoli trochę poużywać młotka.

 

A co poza tym? Piszę wnioski, robię tabelki, kupuję hurtowe ilości czekolady (nie dla siebie) i zastanawiam się, co mi do łba strzeliło, że myślałam, żeby trochę odpocząć właśnie w grudniu. Niedasię.

A wy? Co robicie by nie zwariować zimą?


22:01, piarella
Link Komentarze (3) »
niedziela, 23 listopada 2014
Jaki kolor kapitałki?

Zupełnie nie wiem, czemu mi się wydawało, że jak odejdę z etatu to odpocznę. Albo się wyśpię. Drugi miesiąc frilansowania, a ja póki co mam wrażenie, że robota się mnoży a mnoży (z mokrych liści, jak to jesienią).

Nie żebym narzekała, ale bawi mnie ta złośliwość życia, które za wszelką cenę chce pokazać, że nie ma się co starać robić cokolwiek po swojemu. No bo tak - jak kilka lat temu aż piszczałam za jakimkolwiek zajęciem, to jego nie było. Im bardziej pytałam, wysyłałam te aplikacje, prosiłam, to tym bardziej go nie było. A teraz - oczywiście - gdy chciałam chociaż chwilę odpocząć po traumach ostatnich miesięcy w poprzedniej pracy, zleceń jest więcej, niż jestem w stanie obrobić, a im bardziej pokazuję, że w zasadzie to mi nie zależy, tym bardziej one się pchają.

I bardzo dobrze w sumie, ale od tego wszystkiego strasznie che mi się spać. Zamiast więc korzystać z nowego domu i bliskości morza, spędzam upojne weekendy pod kocem. I kupuję dzikie ilości książek (Allegro powinno wywiesić moje zdjęcie na tablicy "Najlepsi klienci"). Ciekawe, kiedy skończy się miejsce na nowych regałach?


P.S. Czytam Clarksona piątego i wspomnienia niejakiego Jana Dąbrowskiego (zdobycz z Allegro), który - zaskoczony wojną na obczyźnie - postanowił "wykorzystać sytuację" i poznać lepiej tę obczyznę. Czyli Anglików dziwne obyczaje codzienne. Czyta się jak po maśle, chociaż na przykład relacja z bombardowania Coventry do wesołych nie należy. 


P.S.2. W Anglii skrzynki pocztowe noszą inicjały władcy, za czasów którego je stawiano. Tu: Oksford, Anglia, zdjęcie z września tego roku. Dla mnie to urocze jest.



00:46, piarella
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 listopada 2014
Tajne / poufne

Wywołana do odpowiedzi z ulicy Sosnowej 11 odpowiadam. Odsłaniam przed wami moje największe i najpilniej strzeżone tajemnice - to chyba oczywiste, że jeśli to przeczytacie, będę musiała was zastrzelić. Miłej lektury zatem!

1. Co pisałaś, zanim zaczęłaś pisać bloga?

Zawsze pisałam bloga. W postaci zeszytów, w myślach, palcem w powietrzu. I zawsze pisałam tak, jakby ktoś miał to kiedyś przeczytać.


2. Czy Twoja rodzina wie, że blogujesz? Co o tym myślą?

Czasami nawet tu zaglądają. Niektóre rzeczy chyba nawet im się podobają.

3. Jestem beznadziejnym fotografem. Daj mi jedną, najważniejszą rade dotyczącą robienia zdjęć.

Jeśli lubisz robić zdjęcia, to jakie to ma znaczenie, czy robisz to dobrze czy nie? Ja robię kiepskie ale i tak mam z tego frajdę - rób tak samo. :)


4. Masz dzień tylko dla siebie. Jak go spędzisz?

Ja, książka, miękka kanapa. Ewentualnie ja, książka, wielkie łózko. Rzadko ja, książka, plaża (ale tylko poza sezonem).


5. Jeśli masz wybór, wolisz kupić, czy zrobić?

Zrobić. Obiad, skrzynkę z kwiatami na balkon, prezent dla kogoś bliskiego. Kupić buty, sprzęt AGD, wino.


6. Czy masz jakieś ulubione sprawdzone danie, które serwujesz gościom?

Mnóstwo. Kurczaki pieczone z warzywami, duszona wołowina z kluskami śląskimi, spaghetti, makaron nadziewany, pieczone warzywa (ziemniaki, marchewka, dynia, brukiew, bataty), eton mess, irish cream tiramisu.... mogłabym wymieniać i wymieniać. Lubię gotować i lubię robić to dla innych.


7. Do twojej torebki wejdą tylko 3 rzeczy. Co to będzie?

Dokumenty, karta bankowa, chusteczki.


8. Nad morze, czy w góry?

Kiedyś myślałam, że morze i tylko morze, ostatnio ciągnie mnie w góry, ale tylko turystycznie. 


9. Dom, czy mieszkanie?

Kiedyś tylko mieszkanie, teraz, coraz częściej dom z dużym, zarośniętym ogrodem, stadem psów i kotów i kominkiem.


10. W jaki sposób najchętniej się przemieszczasz?

Jako patentowany leń na czterech kółkach.

11. Dopiero po latach zrozumiałaś, że...?

Że w życiu to najfajniej jest się wyluzować i pewne rzeczy odpuścić. Polecam. 

 

A teraz drogi czytelniku...


13:57, piarella
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 listopada 2014
Długi weekend i po długim weekendzie

A ja mogłabym tak co tydzień. Wystarczyłoby mi nawet, gdyby wolne były tylko poniedziałki.

Ale co się naodpoczywało to moje. Czytam tego nowego Clarksona, przegryzam się przez niego powoli i jest dobrze. Są takie serie książkowe i tacy pisarze, którym wiele wybaczę, nawet spadek formy i nudzenie i Clarkson - z niejasnych nawet dla mnie przyczyn - do nich należy. A zatem czytam po dwa-trzy felietony przed snem i do śniadania i podoba mi się. Polecam, byle nie lecieć ciurkiem, w końcu to teksty gazetowe są.

A poza tym co? Praca, dom, praca, dom - cieszymy się tym nowym domem, ja w końcu ozdrowiałam na tyle, by radośnie nabałaganić, bo taka laboratoryjna czystość i elegancja to nie dla mnie, dziwnie się czułam przez pierwsze tygodnie po przeprowadzce. A teraz jest już ok.

No i planujemy urlopy na przyszły rok (w tym to już raczej chyba nie), szczególnie, że tegoroczny Londyn trochę tak przez mgłę pamiętam. Przez mgłę rozwijającego się zapalenia płuc, a nie taki opar. Pamiętam lisa, który witał nas pierwszego dnia przed domem i wiewiórki, które jakoś wyjątkowo obżarte były w tym roku i nie chciały od nas orzechów. No i układ leków na kaszel na półkach w Bootsie, to akurat pamiętam bardzo dobrze, bo bywałam tam częstym gościem.

A poza tym tradycyjnie mam ochotę na jeszcze.

 

P.S. A w tym roku, wracając z Anglii, zahaczyliśmy o Tajlandię. Tak jakoś po drodze nam wypadło, o, proszę:


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 149
stat4u