sobota, 19 kwietnia 2014
Wielka noc

Co prawda rano nie mogłam znaleźć białej serwetki, jedynej, jaka jest w domu, bo kupionej do celów koszyczkowych, więc w przypływie desperacji ucięłam kawałek białego obrusa, później nie mogłam nigdzie znaleźć baranka, a bez baranka nie czuję, że to już Święta, ale za to potem było przemiło. Dawno pogoda nas tak nie rozpieszczała, w zeszłym roku na przykład, jak szliśmy ze święconką to z nieba walił śnieg iście bożonarodzeniowy, dzisiaj za to spędziliśmy pół dnia na spacerze, a obiad - w ramach przedświątecznych szaleństw - zjedliśmy w cudownej gdyńskiej Rucoli w tarasem wychodzącym na marinę. Przez chwilę czułam się jak na dalekim południu. Francji czy innej Hiszpanii.

Baranek oczywiście w końcu się znalazł, podobnie jak serwetka - będzie akurat na przyszłoroczne Święta, poza tym mam zapas gazy jak szpital polowy z czasów pierwszej wojny i zaraz idę robić paschę według nowego, mocno eksperymentalnego przepisu. Jeśli tym razem w końcu się uda (nie będzie ani za sypka, ani za kwaśna, ani za tłusta, jak ta zeszłoroczna, której nawet kot nie chciał jeść) to wrzucę tu przepis. Na razie muszę namoczyć bakalie w rumie, a że nie mam rumu, dostaną whisky. 

Stay cool i nie dajcie się zwariować. I pamiętajcie, po niedzieli ma padać, to umyje okna.


19:07, piarella
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 kwietnia 2014

 

Spokojnych, zdrowych, wesołych Świąt.


 


07:36, piarella
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 marca 2014
W tym roku wiosna będzie zimna i spdanie śnieg

Oczywiście, że tak będzie, zobaczycie. Jak tylko tegoroczne plany urlopowe nam wyjdą, to się okaże, że: a) strajkuje cały przemysł lotniczy, b) wulkany na Islandii robią powtórkę z rozrywki, c) nie będzie strajków i wulkanów, ale za to na południu spadnie śnieg. Już mnie zeszły rok nauczył, śniegiem w Londynie w kwietniu i lodowatym deszczem w pierwszych dniach października (a mnie się wydawało, że kiedyś w październiku w Londynie to można było w krótkim rękawku chodzić i co najwyżej jakimś sweterkiem się okrywać pod wieczór - pamięć najwyraźniej już nie ta i płata figle), że nie mam się co spodziewać ciepła na urlopie. Za to w tym roku w Londynie jest ciepło - no, kto zgadnie dlaczego? Oczywiście, bo nas tam nie ma. Powiedziałam więc, że chcę w końcu wygrzać gnaty i wstępnie padło na Grecję, która wydaje się nieco stabilniejsza pod tym względem. Poza tym mam ochotę na ośmiornice w panierce i souvlaki w cytrynie.

Ale przecież co to dla nas Grecja? I dlatego proszę się nie zdziwić, jeśli w maju usłyszycie, że południe Europy nawiedziły niespotykane jak dotąd śnieżyce, zawieje i zamiecie. I że ośmiornice zamarzły. 

A poza tym to nic ciekawego nie słychać, wciąż za zimno by coś się zadziało, nie dzieje się więc nic, ani kupcy na mieszkanie nie przychodzą, ani nic nowego do czytania nie ma (to znaczy wyszedł ponoć nowy druid, ale mnie się do Empiku jakoś jechać nie chce), w kinach też nic ciekawego. W weekend wpadliśmy do Torunia, wyżarliśmy Lenie ser i gruszki, wypiliśmy pół butelki pysznego czegoś na śliwkach i wróciliśmy do domu by znowu zapaść w letarg. Jedyne co, to ta zmiana czasu nas trochę zirytowała (a jeszcze bardziej zirytuje jutro rano, jak przyjdzie wstać o piątej, o piątej! zamiast o szóstej).

No i tak o, czekamy na tę wiosnę, czekamy na urlop, ja w przerwach dekoruję parapety bratkami. A wiosna sobie jaja robi.


21:32, piarella
Link Komentarze (2) »
środa, 26 marca 2014
O zarządzaniu czasem

Obejrzeć do śniadania "A Good Man Goes to War" i "Let's Kill Hitler", ubawić się setnie na tym drugim.

Poczłapać do pracy. W pracy, przy drugiej kawie, posłuchać "I Remember You" i "The Sun's Gone Wibbly".

Popracować, w przerwach nucąc motyw przewodni Jedenastego.

Wrócić do domu, wpełznąć pod kołdrę, przed snem obejrzeć wybiórczo drugi i piąty sezon. 

 

Udawać, że to wszystko to wpływ wiosny, i że do kwietnia minie.


20:43, piarella
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 marca 2014
Wiosna przyszła

Dzisiaj o 17:57. Od jutra dni robią się dłuższe od nocy, co jest sygnałem, że można powoli zacząć opuszczać gawrę i wystawiać nos na słońce. Tłumy, jak słyszę na fejsie, planują wiosenny wypad na pyrkon albo wiosenny bojkot pyrkonu, zależy co tam komu w duszy gra i czy go kostki w wannie bardzo uwierają. My, aby zgodnie z tradycją być na przekór tłumom, wybieramy się w tym czasie po pierniki do Torunia. Jakoś tak bardziej nas tam ciągnie, niż do wanny.

Próbuję więc oswoić jakoś tę wiosnę, staram się już nie żreć tyle boczku, a tylko elegancko podjadać twarożek, szukam pilnie koszul lnianych, najlepiej niebieskich albo białych (taka sugestia dla pogody - ma być jak na Saharze, ciepło i miło) i książek (jakichkolwiek) Gondowicza, którego to ostatnio we fragmentach usłyszałam w Dwójce i od tej pory za mną chodzi. Niestety ów Gondowicz wydaje się towarem mocno niszowym, w Empiku o nim nie słyszeli, w moim antykwariacie też nie, a to już jest dziwne, bo tam na regałach z brzegu mają co prawda fantastykę i sensację, a nawet harlekiny, ale już na tych w głębi, do których docierają naprawdę nieliczni z nielicznych, zdarzają się nie lada rarytasy (antykwariat prowadzi Dom Książki i jest to instytucja cudnie archaiczna, pełna pań sprzedawczyń z doktoratami z filologii, które zawsze występują po trzy i prowadzą bardzo intelektualne dysputy - między sobą głównie, z kupującymi starają się nie mieć zbyt wiele do czynienia).

A tymczasem w branży od klapsa dzieje się wiele i zawrotów głowy można od tego dostać, bo zrobiliśmy się nagle niezwykle popularni. Co prawda nie ma nas jeszcze na pudelku, ale za to w tefałenie jesteśmy i to pełną gębą oraz z przytupem, bo nas pokazują od kilku dni z dużym natężeniem jako lokalną ciekawostkę: proszę państwa, oto filmowcy, nie bójcie, nie gryzą, można pogłaskać. 

Jeszcze nie gryzą.


22:06, piarella
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 147
stat4u