środa, 08 lutego 2012
O tym, że zamilkłam ostatnio

Nie piszę, bo powiem Wam, że jak się te filmy robi, to się już nie ma czasu na nic innego, ani na pisanie, ani na czytanie (wyjątkiem są scenariusze, umowy i kosztorysy, czyli lektura nie zawsze porywająca), ani nawet na zwykłe ludzkie siku czasem.

Na razie jestem więc na etapie testowania wytrzymałości samochodu: na mróz, na możliwości jezdne w przypadku braku paliwa w baku, na ogólne zaniedbanie. Testuję też siebie, znowu (bo przecież w ciągu ostatniego, raczej spokojnego, roku mogło się coś u mnie pod tym względem zmienić), na okoliczność picia hektolitrów kawy, pisania umów po nocach i kosztorysów o świcie. I uprzejmie donoszę, że póki co oboje, samochód i ja, dajemy radę. A nawet jesteśmy zadowoleni z obecnego stanu rzeczy.





I to tyle ode mnie, przynajmniej na razie.
Aha, nie, jeszcze jedno: kiedy ta zima sobie, kuźwa, pójdzie?


22:23, piarella
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Sądząc po ubraniach, a konkretnie po odcieniu różu, pracowała w mediach...

Czyli nie mam się w co ubrać, szafa pusta a sklepy źle zaopatrzone.
Róż mi nie pasuje, bo raz, że się gryzie, a dwa, że nie pracuję w mediach. Zieleń bym sobie ubrała, ale nie ma. Fiolet mógłby też  być, albo magenta (to już bliżej mediów, ale zahacza też z lekka o reklamę). Ale też nie ma, albo jest taki, jaki pasuje tylko księżom i starszym paniom. Na czarno mam już dość. Na niebiesko - ileż można? A na biało to dopiero latem. No i nie mam, nie mam już pomysłów, a tymczasem życie i inne okoliczności zmuszają mnie do porzucenia przytulnego szlafroka, w którym sobie ostatnio lubiłam pracować.

Konkludując: muszę jechać do Paryża. I Mediolanu. I Londynu.

A poza tym co? A zimno jak jasna cholera. Nie wiem, za jakie grzechy znów mamy jakieś minus pińćset za oknem. Jacek Dukaj się kłania. Jacek Dukaj, jasnowidz. A mógł napisać "Saharę" - historyczne science fiction o tym, jak Polska od morza do morza sięgała. Od Czarnego do Śródziemnego...

21:10, piarella
Link Komentarze (7) »
środa, 25 stycznia 2012
Kłaps, kłaps, kłaps

Mogę odetchnąć, panowie reżyserzy, ten wielki i ten żywiołowy, wyrazili zadowolenie. Ze współpracy. Ze mną.

Tak właśnie.

Mam zatem ten glejt, mogę robić filmy. Najchętniej od dziś, od już, bo mimo zapracowania lekkiego filmy robić mi się chce...






A póki co to może ja jednak pójdę poodśnieżać, bo se zima jaja jakieś znowu robi. No, to do zobaczenia w Holiłud, na Oskarach.

10:08, piarella
Link Komentarze (4) »
niedziela, 22 stycznia 2012
Miała być wiosna

Obiecywali, że zimy nie będzie, że wiosna przyjdzie w tym roku wyjątkowo szybo i że będzie nadspodziewanie ciepła. Nawet pan Kret coś o tym mówił i co? Pokazali dziecku ciastko a potem sami zeżarli. 

Od kilku dni walczę z ogromną chęcią, by pojechać do portu i wsiąść na pierwszy lepszy statek wybierający się do Afryki, zaoferować kapitanowi usługi w postaci sprzątania, mycia garów, gotowania albo nawet i pracy w maszynowni i tak oto wyrwać się z tego zimowego piekiełka.
A najgorsze jest to, że już widziałam tę wiosnę, już witałam się z tulipanami na straganach i ptaszym śpiewem za oknem i to tylko po to, by dostać w pysk śniegiem, zamarzającym deszczem i ogólną zimową beznadzieją.
I teraz pewnie przyjdzie mi poczekać te ustawowe dwa miesiące, potem przeczekać jeszcze nagły a niespodziewany atak śniegu w kwietniu by nareszcie pod koniec maja móc powiedzieć, że rzeczywiście, wiosna przyszła jak zapowiadali. Tylko trochę później.

Wy też macie już dość? Bo może skrzykniemy jakąś grupę pod wezwaniem czy coś i tę kapryśną paskudę sprowadzimy na miejsce? Jeszcze w styczniu.





12:25, piarella
Link Komentarze (1) »
niedziela, 15 stycznia 2012
Niedziela na wsi (no, prawie)

Najlepszy sposób na niedzielę? Psia wystawa.

Kiedyś, gdy jeszcze miałam psy i czynnie uczestniczyłam w wystawach, nie przerażało mnie wstawanie nawet o trzeciej nad ranem by dojechać z psem na drugi koniec Polski - warto było, bo jeden dzień spędzony na wystawie relaksował mnie bardziej, niż tydzień pławienia się w czekoladowych kąpielach i masowania w spa Ireny Eris.
Teraz psa (póki co, póki co) nie mam, ale parę razy w roku gna mnie jakaś siła czterołapna na spotkanie z setkami mokrych nosów i kudłatych grzbietów i gdybym sobie odmówiła tego małego dziwactwa to pewnie skończyłabym już nie z zapotrzebowaniem na kurację w spa, ale kaftan. Bo psy relaksują. Poprawiają nastrój. Sprawiają, że całkowicie odcinam się od codzienności.

I powoli, ale bardzo skutecznie przekabacają na swoją stronę mojego domowego kociarza. ;)









 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 135
stat4u