sobota, 12 maja 2012
a tak bez tytułu

Festiwal powoli drepce ku zakończeniu i to jest ten moment, który - obok krzątaniny dnia poprzedzającego - lubię najbardziej.
Rano, gdy wchodziłam, minęłam coś około dwustu ludzi z wielkim zaangażowaniem przycinających czerwony dywan, rozkładających kable dla wozów transmisyjnych, rozstawiających elementy dekoracji, oświetlenia, nagłośnienia i czego tam jeszcze.
Za to zaplecze, czyli kolejna setka pracowników, leniwie przygotowuje się na ciężki dzień. Bo to od wielu, wielu lat co roku powtarza się ta sama akcja - jak na siedmiuset miejscach w sali teatralnej posadzić tysiąc pięciuset gości... zadanie tylko dla najtwardszych (przez kilka lat uczestniczyłam w tych pracach to wiem ;)).
Potem jeszcze tylko trzeba z wyrozumiałością i dyplomacją wysłuchać tych, którzy w tym roku zaproszeń na galę nie otrzymali i przyjdzie im obejrzeć imprezę w telewizji - i można odetchnąć.

A dla mnie sobota to już właściwie jest dzień wolny, nagrywamy dziś ostatnią rozmowę, potem zwijamy nasze małe, przenośne studio filmowe, pakujemy manatki i zaczynamy prowadzenie obserwacji. Wieczorem, oglądając galę rozdania nagród jednym okiem zza kulis albo w jakimś małym telewizorku, będziemy się przygotowywać na bibę kończącą cały ten wesoły cyrk. Bo biba musi być i to nie tylko dla gości. Pracownicy, po zamknięciu biur, wygaszeniu świateł w teatrze, z godzinnym albo i dłuższym poślizgiem, też docierają na bibę, gdzie piją ramię w ramię ze swoimi gośćmi, dzielą z nimi radość z wygranej i żal, i nawet może czasem rozpacz z okazji przegranej.
A od poniedziałku znów normalna praca, z jednej strony wszyscy się już na to cieszą, z drugiej, wszyscy będą czekali na kolejny tydzień festiwalowego wariactwa. A dla mnie to żadna różnica, ja dalej będę robić w cyrku. Filmowym. :)


fot. Kosycarz Foto Press (za festiwalowym kanałem na facebook)


12:15, piarella
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 maja 2012
O zimnej krwi

Przydaje się, szczególnie gdy się pracuje z luzakami, którzy sądzą, że dedlajn to taki krem na zmarszczki, a kara umowna to pieszczotliwe określenie dobrych stosunków z klientem.





22:30, piarella
Link Komentarze (4) »
niedziela, 29 kwietnia 2012
O tym, że lato

Co tam wiosna, lato przyszło.

I od trzech dni grzeje nam gnaty. Mogłoby już zostać, ja nie mam nic przeciwko, wy, mam nadzieję, też nie. Owszem, połączenie 27 stopni i kwitnących na gołej ziemi tulipanów wygląda może i nieco ekstrawagancko, ale nie bądźmy nudziarzami.

Co prawda razem z latem przybył do mnie problem nie nowy i niezbyt chętnie przeze mnie widziany, mianowicie nie mam się w co ubrać. I proszę się nie śmiać, to naprawdę jest problem, o tyle istotny, że nadchodzi festiwal, który wymaga ode mnie zgrabnego balansowania między elegancją a wygodą. I nie wiem, chyba bosą stopą przyjdzie mi balansować.
Nie mam butów, nie mam spodni, nie mam bluzek. Sklepy nie oferują niczego wartego uwagi, a czasu (i zasobów gotówkowych) na zakupy w Londynie czy innym Mediolanie to ja też nie mam. To jest właśnie ta niesprawiedliwość związana z życiem w naszej strefie klimatycznej. Gdyby to były Hawaje, miałabym dwie przepaski z liści palmy, jedną codzienną a drugą odświętną, i nie byłoby problemu.

Ale za to, korzystając z wolnego łikendu, chciałam wam polecić "Czarodziejkę z Florencji", którą właśnie kończę. Pięknie się to snuje, świetnie się to czyta, nawet jeśli, jak ja, robi się miesięczne przerwy pomiędzy kolejnymi rozdziałami. A może właśnie dlatego?


No, to miłej, leniwej majówki wszystkim.





10:37, piarella
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 kwietnia 2012
Prysznic i winniczki, czyli o wiośnie zasadniczo

Prysznic (wiedzieliście, że ta nazwa jakże piękna pochodzi od nazwiska wynalazcy? Wyobrażam sobie te dialogi na przyjęciach: witam, Smith jestem, miło mi, Prysznic...), otóż prysznic to jest ta czynność, której ostatnio nie mogę wykonać. Co tylko zdążę odkręcić kurek z życiodajną, gorącą wodą, która, poza prozaicznym myciem, zapewnia też skołatanemu człowiekowi wysokiej klasy relaks.... to telefon mi się, cholera jasna, rozdzwania. Rano, wieczorem, w środku dnia, wszystko jedno. I potem stoję taka mokra, ociekająca, okryta jeno skrawkiem ręcznika, trzęsąca się i przytupująca. I codziennie coraz bardziej chora, bo zawsze gdzieś w drodze między prysznicem a telefonem (oraz komputerem i notesem) zdąży mnie przewiać. To się nazywa gorący okres w pracy i - jak dziś zauważyła moja koleżanka - lepiej nie będzie. A przynajmniej nie do 12 maja.
I proszę mi nie pisać, żebym sobie telefon w łazience zainstalowała - próbowałam, nie działa. Telefony chyba nie lubią jak jest im mokro (podobnie laptopy, co sprawdzał namacalnie kiedyś jeden poseł).
No i tak teraz nie wiem, zrezygnować z pryszniców do tego 12 maja, czy kąpać się w piance surfingowej?

A o winniczkach myślę jako alternatywie, jak już mnie zmęczą tabelki, kosztorysy, umowy i cała ta reszta. Bo ponoć Polska jest trzecim światowym dostawcą na rynki międzynarodowe - i widzę w tym szansę dla siebie, jako że zawsze byłam blisko związana z przyrodą. Sądzę zatem, że byłabym doskonałym winniczkozbieraczem, skutecznym, szybkim, sumiennym.
Wy byście nie chcieli spróbować? Sezon zaczyna się 20 kwietnia i radzę się spieszyć, bo winniczki szybkie są... znaczy tego, od maja znów są pod ochroną.



20:27, piarella
Link Komentarze (5) »
czwartek, 12 kwietnia 2012
Co pani robi, droga pani? Ja? Wszystko po kolei!

Tak się kiedyś pytał jeden mój szef grafika i ten mu tak mądrze odpowiadał, że owszem, robi, wszystko po kolei. To tak ja od kilku dni, tylko że nie po kolei, a wszystko na raz.

Jakaś wiosna wariatów nastała. Dobrze, że jest robota i nie ma co narzekać, tym bardziej, że na równowagę pewnie i tak nie ma co liczyć, ale te ptaki to mimo wszystko chciałabym czasem usłyszeć.

A tymczasem, gdy my zaliczamy kolejne poprawki do poprawek (do projektów komercyjnych) i walczymy z kolejnymi wnioskami o dofinansowanie (projektów artystycznych), festiwal zbliża się a zbliża. Ciekawa go jestem w tym roku.




11:43, piarella
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 138
stat4u